Charakterystyka stylu
Yoan Fanise przeszedł w swojej karierze ciekawą ewolucję: od dźwiękowca, który wynalazł słynny wrzask Szalonych Kórlików ze spin-offów Raymana , do reżysera gier na ważne tematy. Istotnym wyznacznikiem jego stylu była jednak muzyka, a ściślej – jej wykorzystanie w minigrach.
Rozpoczynał swoją karierę w Ubisofcie jako realizator dźwięku przy Beyond Good & Evil (2003) Michela Ancela. Był też jednym z czterech reżyserów gry Rayman: Szalone Kórliki (2006). Dla miłośników serii o Raymanie Szalone Kórliki mogą wydawać się herezją. Rozczłonkowany bohater stanowił już tylko tło dla szalonych minigier z udziałem ogłupiałych królików (pierwotna nazwa: Lapins Crétins). Tym, co zwraca uwagę w pretekstowej grze imprezowej, jest jednak dobór ścieżki dźwiękowej. Fanise’owi można zawdzięczać kapitalny zmysł do doboru dyskotekowych utworów, które towarzyszyły minigrom rytmicznym polegającym na uderzaniu królików w takt muzyki. W ścieżce dźwiękowej wykorzystano takie utwory jak „Girls Just Want to Have Fun”, a w etapach wyścigowych – słynne „Misirlou” Dicka Dale’a.
I wojna światowa
Valiant Hearts
Szalone Kórliki, produkowane z myślą o konsolach Wii (gdzie rzeczywiście bawiły), z trudem wytrzymały próbę czasu. Kiedy pokazywałem grę studentom na Windowsie, byli oni rozczarowani systemem sterowania i uznawali ją za nużącą. Co więcej, Szalone Kórliki okazały się destrukcyjne dla franczyzy o Raymanie. Toteż mechanikę opartą na minigrach muzycznych Fanise wykorzystał do podjęcia poważniejszego tematu. Valiant Hearts: The Great War wprawdzie nie stroniło od minigier ilustrowanych muzyką z okresu belle époque, w tym Tańców węgierskich Johannesa Brahmsa. Fanise przy wsparciu artysty Paula Tumelaire’a osadził swoją grę w realiach I wojny światowej. Dlaczego właśnie ona?

Powodów jest kilka. I wojna światowa pochłonęła więcej francuskich istnień niż drugi światowy konflikt i należy do części traumy narodowej . Poza tym Fanise nawiązał do rodzinnej historii: jego pradziadek walczył na froncie zachodnim i spisał liczne notatki z krwawych walk pozycyjnych . Rodzinne wspomnienia posłużyły jednak do opowiedzenia komiksowej, „chaplinowskiej” fabuły o osobach, które nie starały się zabijać. Niemiecki, skromny chłopak rozdzielony z żoną i dzieckiem. Francuz rzucony w szalony wir walk pozycyjnych, który dostaje się do niewoli. Belgijska sanitariuszka. Amerykański ochotnik. Do tego jeszcze pies ratownik. W tle zaś – piekło wojny rozpętanej przez możnych tego świata kosztem cywilów.
Choć komiksowa forma kłóciła się momentami z grozą bezcelowego konfliktu (farsowy pojedynek Amerykanina z niemieckim oficerem), Valiant Hearts w końcówce zbacza z chaplinowskiej tonacji. Pamiętacie scenę z Bardzo długich zaręczyn Jean-Pierre’a Jeuneta, gdy prowadzony na śmierć żołnierz dusi fanatycznego przełożonego w błocie? Nieco lżejsza scena pojawia się w Valiant Hearts – z tragicznym skutkiem dla jednego z bohaterów.
11-11: Memories Retold
Valiant Hearts odniosło zasłużony sukces artystyczny, ale nie komercyjny. W obliczu coraz większych korporacyjnych zakusów Ubisoftu, Fanise założył własne niezależne studio DigixArt. We współpracy z brytyjskim studiem animacji Aardman, Fanise nawiązał jeszcze raz do wielkiej wojny . Efekt tej kolaboracji, 11-11: Memories Retold, tonacją był bliższy powieści Na Zachodzie bez zmian. Ironią losu walki pozycyjne łączą kanadyjskiego fotoreportera i niemieckiego inżyniera. Tym razem fabuła uległa rozgałęzieniu; reporter musiał uważać na to, co dokumentuje, a inżynier – co pisze do swojej córki w obawie przed cenzurą wojskową. W 11-11 przeszkadzała jednak sztuczna konwencja artystyczna: upodobnienie grafiki do rozmytego malarstwa impresjonistycznego z epoki.
Współczesność
Fanise, rzecz jasna, nie podejmował obsesyjnie tego samego tematu. Wespół z małżonką Anne-Laure napisał scenariusz do innej gry muzycznej, Lost in Harmony (2016). Przeznaczona na urządzenia mobilne gra poniosła jednak fiasko. Impresja o relacji nastolatka z umierającą dziewczyną nie znalazła właściwego przełożenia na konwencję ludyczną. W Lost in Harmony drażnią zwłaszcza sterowanie i niefortunne usytuowanie kamery naprzeciw bohaterów, utrudniające unikanie przeszkód. W efekcie fabuła, która miała przejmować, frustruje.
Do nowszych dokonań Fanise’a można również zaliczyć Road 96 (2021), niestroniącą od minigier muzycznych (np. z grą na puzonie). Tocząca się w fikcyjnym, autorytarnym państwie gra ma pozornie mroczniejszą wymowę. Krajem rządzi twardą ręką postać o posępnej twarzy Viktora Orbána i nazwisku Jacques’a Chiraca (Tyrak). Młodzież próbuje masowych ucieczek za granicę. Co unikatowe, w Road 96 należy sterować sześciorgiem anonimowych nastolatków, których przygody są generowane proceduralnie . Prawdziwy przebieg wydarzeń zależy jednak od napotkania określonych bohaterów, na których trafia gracz. Przeszkadza natomiast to, że katalog zdefiniowanych postaci jest bardzo groteskowy. Dziennikarka bez moralnego kręgosłupa, nerwowy taksówkarz, para rzezimieszków, córka ministra… Trudno takie postaci dramatu traktować poważnie, mimo wyraźnie antyautorytarnej wymowy gry.
Podsumowanie
Mimo wszystko nie sposób odmówić Fanise’owi zapału do eksperymentów. Pomysłowe wykorzystanie muzyki jako siły napędowej narracji, a także lewicowe usposobienie, zjednały jego produkcjom zwolenników. Najbardziej wartościowe są jego gry o I wojnie światowej, w szczególności istotnie rewolucyjne Valiant Hearts.
Bibliografia
